gminadobra.info

Kozy pani Lidii

Jadąc ulicą Szkolną z Bezrzecza prosto przez las, a potem drogą wijącą się między polami docieramy do niewielkiego ronda. W lewo mamy zjazd na Wąwelnicę, natomiast w prawo na ulicę Zieloną. Z osadą, do której ona prowadzi jest kłopot, ponieważ na mapach i w adresach widnieje nazwa „Wołczkowo”, natomiast jako okręg teren przynależy do Redlicy. Jest odcięty od świata, omijają go linie autobusowe. W ostatnich latach, z uwagi na malowniczość miejsca, otoczenie lasów i łąk powstało tam kilka ulic z nowymi, pięknymi domami. Przed wojną osada nazywała się Małe Wołczkowo, co doskonale odpowiadało położeniu oraz odróżniało ją od właściwego Wołczkowa. W centrum znajdował się duży folwark zaopatrujący Szczecin w mięso wołowe. Wzdłuż osady płynęła nieuregulowana rzeczka wołczkowska, a na obu jej brzegach rosły białe i czerwone leszczyny oraz wierzby. Brukowaną drogą można było dojechać aż na Tobruk (!). Obecnie zamiast rzeczki jest wyrównany, pogłębiony rów, z zieleni zostały jedynie nieliczne, stare wierzby, a z folwarku pojedyncze zabudowania. Dom zarządcy stracił mansardowy dach i został podzielony między kilka rodzin, a w budynkach gospodarczych od lat urzęduje ferma „Kozi Gródek”.

Właścicielka Gródka, pani Lidia Ordysińska, zamieszkuje przedwojenne stajnie, w których w czasach PRL-u hodowano świnie. Z części mieszkalnej można bezpośrednio przejść do strefy „koziej” – jest serowarnia i chłodnia oraz profesjonalna dojarnia. Dalej znajdują się dawne obory, w których obecnie przebywają kozy głównie rasy anglonubijskiej. „Kozi Gródek” jest demonstracyjnym, certyfikowanym gospodarstwem ekologicznym, jednym z 40 w Polsce. Na szkolenia przyjeżdżają do Wołczkowa grupy studentów, rolników i doradców ekologicznych z całej Europy. Zwierzęta – 100 samic, 4 samce oraz „przedszkolaki” pasą się na 10 hektarach pastwisk, zimą jedzą siano i jedynie matki karmiące dostają dodatkowo niewielkie ilości paszy bez pestycydów i środków ochrony roślin. Koźlęta piją pokarm matek. W gospodarstwie stosuje się wyłącznie nawozy naturalne, używane są ekologiczne środki do czyszczenia.

Pani Lidia, która prowadzi kozi biznes już ponad 20 lat, jest nietuzinkową osobą o ciekawej biografii. Od dziecka zwierzęta były jej pasją. Skończyła zootechnikę na Akademii Rolniczej w Szczecinie i na uczelni prowadziła badania nad wysokobiałkową paszą. W wolnych chwilach relaksowała się jazdą konną i to właśnie z powodu koni na początku lat ’90 trafiła do Belgii, gdzie miała zajmować się kucami Pony u pewnej arystokratycznej rodziny. Potem przez kilka lat pełniła rolę trenerki jazdy konnej i ochmistrzyni w zamku pod Brukselą. Wspaniale wspomina tamten czas. Poznała mnóstwo ciekawych ludzi, wielu z pierwszych stron gazet, współpracowała z najlepszymi trenerami koni w Europie, zjeździła kawał świata odwiedzając zawody hippiczne. Mimo, że w Belgii miała zapewnianą przyszłość postanowiła wrócić do Polski i zainwestować w, raczkujący wtedy, kozi biznes. Stado czterdziestu sztuk białej rasy saaneńskiej sprowadziła z Belgii i, co ciekawe, był to pierwszy prywatny import zwierząt do Polski. Początkowo działalność szła świetnie, dziennie sprzedawało się 120 litrów mleka. Koziarstwo w całym kraju przeżywało prawdziwy boom, który zakończył się w 1998 r. wraz z rozpowszechnianą w mediach, nieprawdziwą informacją jakoby kozie mleko powodowało zapalenie opon mózgowych (!) Mimo, że zarzut był absurdalny klienci przestraszyli się i koniunktura spadła. Wiele gospodarstw zbankrutowało, na szczęście „Kozi Gródek” przetrwał ten ciężki czas.

U pani Lidii można dostać tylko 2 rodzaje produktów, za to najlepszej jakości: świeże, niepasteryzowane mleko oraz ser. W stylowo urządzonym salonie wypiłyśmy kawę z kozim mlekiem. Byłam zdumiona brakiem charakterystycznego zapachu, którego oczekiwałam i świetnym, neutralnym smakiem. Pani Lidia wytłumaczyła mi, że to cecha mleka zwierząt hodowanych w sterylnych warunkach i karmionych w sposób naturalny, zbieranego do chłodni natychmiast po udoju. Również biały ser twarogowy wyrabiany na miejscu wg starej receptury, na zakwasie z ekologicznego octu jabłkowego nie ma sobie równych. Mleko, w warunkach chłodniczych można przechowywać do 7 dni (przez ten czas nie zmienia konsystencji ani smaku), natomiast serek do 20 dni, chociaż nie wierzę, żeby u kogokolwiek dotrwał do tego czasu:) Mnie najbardziej zasmakował ze świeżym chlebem razowym i powidłami, ale równie pyszny jest podany z oliwą, ulubionymi ziołami albo burakami.
Pani Lidia sprzedaje swoje wyroby w sklepach ekologicznych w Szczecinie i powiatach ościennych, klienci indywidualni mogą zaopatrywać się również na miejscu. Ma wielu stałych odbiorców, którzy doceniają smak i wartości koziego mleka, dobrze przyswajanego również przez alergików (składem przypomina ono mleko kobiece) i obfitującego w bogactwo składników odżywczych. Fakt, że jest lekkostrawne oraz pozbawione metali ciężkich, również należy dopisać do listy zalet.

Sery z „Koziego Gródka” trafiają do ekskluzywnych hoteli i pensjonatów nad morzem, a zachwyceni ich smakiem goście niejednokrotnie nadrabiają drogi do domu, przyjeżdżając specjalnie do Wołczkowa, aby zrobić zapasy. Pewien hotel – SPA w Kołobrzegu jako specjalność podaje wyborny sernik zrobiony z mleka kóz pani Lidii.
Wystarczy jedynie 4 – 5 opakowań i można wyczarować delikatny, aksamitny deser we własnej kuchni, na przykład według poniższego przepisu. Potrzebujemy:

  • 400 g sera koziego
  • 4 jajka
  • 2 łyżki masła
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 3 pełne łyżki cukru pudru
  • 6 okrągłych biszkoptów

Żółtka ubijamy z cukrem na puszystą masę, dodajemy miękkie masło i twaróg. Mąkę przesiewamy do miski i mieszamy z masą. Biszkopty ścieramy na tarce na „proszek” i rozprowadzamy równomiernie na dnie tortownicy. Wylewamy masą sernikową. Pieczemy na środkowej półce ok.50 minut w temperaturze 170 stopni. Po upieczeniu zostawiamy w wyłączonym piekarniku aby sernik ostygł.

Gospodarstwo „Kozi Gródek” od lat cieszy się uznaniem i zdobywa laury na targach żywnościowych w Polsce i Europie. Z najbardziej prestiżowych osiągnięć wymienić trzeba nagrodę za sery (w Norymberdze), za „Gospodarstwo ekologiczne”, za „Ochronę wód Bałtyku” oraz wyróżnienie „Za innowacje w gospodarstwie prowadzonym przez kobietę” zdobyte w Brukseli. Od 2011 r. jest również członkiem Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Pomorza Zachodniego.

Pani Lidia nie prowadzi strony internetowej, nie ma konta na Facebooku. Jest niezwykle skromną osobą, o zdobytych nagrodach nie chce mówić, zasłaniając się niepamięcią. W Internecie można znaleźć artykuły i filmy zrealizowane w Gródku. Grzegorz Łapanowski, znany telewizyjny dziennikarz kulinarny, jeden z odcinków serii o gospodarstwach ekologicznych zrealizował u pani Lidii.

Jeżeli jeszcze Państwa nie przekonałam do odwiedzenia Gródka, to chciałabym przypomnieć, że mleko kozie od dawna jest stosowane również w pielęgnacji ciała. Mając wyroby doskonałej jakości niedaleko domu możemy poczuć się jak Kleopatra, która podobno zażywała kąpieli mlecznych dla urody. Wystarczy zamrozić minimalną ilość mleka, np. w nakrętce od butelki i systematycznie, rano i wieczorem masować twarz taką mrożonką. Zabieg podobno daje wspaniałe efekty, warto spróbować.
Zachęcam do spróbowania mleka oraz sera z „Koziego Gródka”. Ja mogę śmiało powiedzieć, że jestem już od nich uzależniona!

„Kozi Gródek” Gospodarstwo Rolne
Ferma Kóz Lidia Ordysińska
ul. Zielona 4
72 – 003 Wołczkowo
tel. 695 641 013
Czynne:
poniedziałek – sobota
godz. 8:00 – 20:00

Zostaw komentarz

Monika Kołacz - Kolasa

Monika Kołacz - Kolasa

Z wykształcenia historyk sztuki i filolog włoski. Pasjonatka dziejów Pomorza Zachodniego oraz książek Joanny Bator. Relaksuje się jazdą na rowerze i spacerami nad morzem. Mieszka w Bezrzeczu. Mama Uli i Anieli.

Reklama

Proponowane artykuły