gminadobra.info

Tajemnica Hintersee

Na terenie niemieckiej części Puszczy Wkrzańskiej, zaraz za Dobieszczynem, a więc bezpośrednio przy granicy z Polską znajduje się niewielka miejscowość. Kilka ulic, stare, pieczołowicie odrestaurowane domy, spośród których wiele jest krytych strzechą, XIX-wieczny kościół, a to wszystko malowniczo położone wśród pól i łąk, na całkowicie płaskim terenie.

W Hintersee nie ma spektakularnych zabytków ani ciekawostek turystycznych. Czas płynie tu wolno, a miejscowość wygląda na wyludnioną. Nielicznych mieszkańców można zobaczyć jedynie w ciepłe popołudnie, kiedy odpoczywają w swoich ogródkach. Każdy nowo przybyły, która zapuszcza się w te rejony wzbudza zainteresowanie – jest obserwowany, ale z życzliwością. Na pustej drodze częściej można spotkać wytrawnych rowerzystów z Polski, niż samochód na niemieckich numerach. Główna „ulica nazywa się Dorfstrasse. Ciągnie się przez całą wieś i [ma się] wrażenie, że tu wszyscy mieszkają przy Dorfstrasse. Knajpa oddalona jest o jakieś dziesięć minut spacerem. Po drodze trzeba minąć ze dwadzieścia domów, kościół i sklep. Co ciekawe, kościół zamknięty jest na głucho, a pastor przyjeżdża tu raz na miesiąc. Budynek częściej służy jako świetlica, niż miejsce kultu, o czym informuje rospiska w gablocie przed wejściem. Za to bar czynny jest codziennie i [podobno] cieszy się wyjątkową popularnością wśród miejscowych.” 

Bliskość lasu oraz czyste powietrze i dużo zieleni powodują, że żyje się tu na pewno bardzo spokojnie. Nazwa wsi, która po polsku oznacza „Zajezierze” może nieco dziwić, ponieważ w jej bezpośrednim sąsiedztwie nie ma żadnego jeziora. Na północ znajduje się co prawda Neuwarper See (jezioro Nowowarpieńskie) i Groer Mürzelburger See (Myśliborskie Wielkie – oba akweny są obecnie podzielone granicą polsko-niemiecką), jednak od Hintersee dzieli je spora odległość. Dawniej było tu jezioro Albeckie, które w XVIII wieku osuszono, aby uzyskać ziemie uprawne. Pozostałością po nim jest również kompleks mokradeł, obecnie największych w Niemczech, od 2005 r. należących do obszaru Parku Narodowego nad Zalewem Szczecińskim (Naturpark Am Stettiner Haff). Wraz z wycofywaniem się wód jeziora w miejscu, gdzie wcześniej był jego południowy brzeg powstała osada, której kolonizację wspierał sam król Prus Fryderyk II. Z pierwszej kolonii o nazwie Zopfenbeck rozwinęła się wieś. Mieszkająca tam ludność zajmowała się rolnictwem i obróbką drewna. Wraz z przyłączeniem Hintersee do sieci kolejowej prowadzącej ze Szczecina do Nowego Warpna na początku lat 20 XX wieku działalność mieszkańców uległa większemu zróżnicowaniu: powstał między innymi tartak, mleczarnia, rozwinął się handel. 

Czy coś ciekawego może się wydarzyć w takim miejscu? W wydanej w ubiegłym roku swojej debiutanckiej powieści Zbigniew Pankiewicz udowadnia, że tak i to nawet zjawiska wymykające się rozumowemu poznaniu. W „Tajemnicy Hintersee” realność opisów miesza się z fikcją literacką, a fakty i postacie historyczne służą autorowi do tworzenia opowieści, która przecież mogła się wydarzyć naprawdę. Nie było wcześniej książki przygodowej, której akcja toczyłaby się na pograniczu, tu, gdzie mieszkamy. Aby nie zdradzić zbyt wielu szczegółów fabuły i nie popsuć przyjemności czytania, tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po tę powieść napiszę tylko, że głównymi bohaterami są członkowie 4-osobowej rodziny ze Szczecina marzący o przeprowadzce na niemiecką prowincję. Co się dzieje, kiedy kupują dom i osiedlają w Hintersee, na jakie trudności natrafiają musicie Państwo przeczytać sami. 

Zbigniew Pankiewicz w wywiadach mówi, że jest to książka rozrywkowa. Przypadek sprawił, że kończyłam ją czytać na plaży w Bansin na wyspie Uznam, dokładnie tam gdzie dokonuje się finał akcji powieści. Z niedowierzaniem patrzyłam w morze, wypatrując zjawisk, które wyobraźnia podpowiedziała autorowi i naprawdę bardzo dobrze się przy tym bawiłam. 

Dla jakiego odbiorcy jest dedykowana „Tajemnica…”? Z racji języka nie polecam książki dorastającej młodzieży, raczej dorosłym, którzy lubią powieści z historią w tle i od czasu do czasu sięgają po lżejszą pozycję. Zaręczam, że po przeczytaniu debiutu Pankiewicza inaczej spojrzycie Państwo na przygraniczne wioski leżące na terenie Meklemburgii-Pomorza Przedniego, która w świadomości Niemców jest takim końcem świata jak dla nas na przykład Białostocczyzna. 

Jako dziecko wielokrotnie spędzałam wakacje w NRD, mam wielki sentyment do Wschodnich Niemiec, a zwłaszcza do wiosek i małych miasteczek. Dzięki temu, że granica administracyjna, która obecnie dzieli dawny powiat Randow pomiędzy dwa kraje, praktycznie nie istnieje, można swobodnie podróżować, tak jak sto lat temu. 

Powiat policki i Meklemburgia – Pomorze Przednie od okresu średniowiecza, to jest od początków istnienia Księstwa Pomorskiego, znajdowały się w jednym tworze politycznym. Łączy nas wspólna historia, którą dopiero 74 lat temu przerwały ustalenia Konferencji w Poczdamie. Warto o tym pamiętać, kiedy będziemy zaglądać za zachodnią granicę. Małe, spokojne mieściny tuż za przejściem w Lubieszynie, Kołbaskowie czy Dobieszczynie mogą być fascynujące, zależy jak na nie spojrzymy. 

Cytat pochodzi z: Zbigniew Pankiewicz, Tajemnica Hintersee, Warszawa, 2018 r.

Zostaw komentarz

Monika Kołacz - Kolasa

Monika Kołacz - Kolasa

Z wykształcenia historyk sztuki i filolog włoski. Pasjonatka dziejów Pomorza Zachodniego oraz książek Joanny Bator. Relaksuje się jazdą na rowerze i spacerami nad morzem. Mieszka w Bezrzeczu. Mama Uli i Anieli.

Reklama