gminadobra.info

Cz. I – Bezrzecze i Wołczkowo

Na zachód od Szczecina, w środkowej części powiatu polickiego, tuż przy granicy niemieckiej leży gmina Dobra. W jej skład wchodzi 13 miejscowości, które jeszcze do niedawna były typowymi wsiami pomorskimi, otoczonych rozległymi polami i łąkami. Dziś większość z nich jest otoczona coraz gęstszą siatką nowych osiedli domów jednorodzinnych, niemających nic wspólnego z tradycyjną zabudową, a ich właściciele nie integrują się zwykle z lokalną społecznością, traktując miejsce zamieszkania jedynie jako sypialnię. Na naszych oczach dokonują się wielkie przeobrażenia krajobrazu. Pamiętam, jak jeszcze 20 – 30 lat temu Krzekowo w moim przekonaniu leżało na końcu świata, jak kilkanaście lat wstecz ul. Zaściankowa w Bezrzeczu kończyła się na wysokości przesmyku i dalej już były tylko pola, a Wołczkowo kojarzyło mi się do niedawna z sielską atmosferą i końmi. 

Nowo powstająca architektura świadczy o zmienionym charakterze osad, ale także ma wpływ na historyczną zabudowę wsi. Rozbierane są dawne budynki gospodarcze, modernizowane i ocieplane chłopskie chałupy, które tracą przez to oryginalne dekoracyjne detale. I jedynie kamienne kościoły o średniowiecznym rodowodzie trwają na swoich miejscach niezmiennie od wieków, niemi świadkowie historii, których mijamy codziennie po drodze do swoich obowiązków. Przyzwyczailiśmy się do ich widoku i obecności. A wiedzą Państwo jakie historie się za nimi kryją?

Miejscowości, którymi chciałabym się zająć w tym cyklu, czyli Bezrzecze, Wołczkowo, Dobra, Buk, Mierzyn i Wąwelnica należą do sieci osadniczej, zamieszkanej już w okresie prehistorycznym. Wszystkie duże wsie w obrębie gminy były lokowane na prawie niemieckim w II poł. XIII wieku, na miejscu starych osad słowiańskich (Buk, Dobra, Mierzyn, Wąwelnica) lub na tzw. surowym korzeniu w okresie akcji kolonizacyjnej podjętej przez księcia pomorskiego Barnima I, panującego w latach 1227 – 1278. Ziemie zasiedlano osadnikami z terenu Meklemburgii i Brandenburgii, a zarządzał nimi Kościół lub rycerstwo. Decyzją księcia dochody, a także płody rolne z większości wsi z rejonu Dobrej przeznaczono na utrzymanie kolegiat i zakonów w Szczecinie. 

Nie wiadomo kto finansował budowę świątyń – charakterystycznych dla tego regionu salowych, orientowanych budowli na zrębie z granitowych głazów. Prostych w planie, bez wyodrębnionych prezbiteriów i wież, ale jak na warunki wsi liczących przeciętnie od 8 do kilkunastu gospodarstw obiektów naprawdę monumentalnych. 

Kościół w Bezrzeczu musiał istnieć już w 1286 r. gdyż, jak wykazują dokumenty, wtedy biskup Hermann z Kamienia przekazał patronat kolegiacie Mariackiej w Szczecinie. W 1480 r. budowla została spalona przez wojska brandenburskie, a już 6 lat później odbudowana dzięki zaangażowaniu okolicznych chłopów. Niezmienionym elementem kościoła charakterystycznym dla epoki gotyku jest ostrołukowy, schodkowany portal umieszczony w ścianie południowej (to ten, przez który obecnie wchodzimy do wnętrza), natomiast wszystkie otwory okienne zostały przemurowane w XVII wieku. Ceglana wieża i wschodni szczyt pochodzą z ostatniej, XIX – wiecznej przebudowy. Budynek nie ucierpiał wskutek działań wojennych, jednak do naszych czasów nie zachował się między innymi ołtarz ambonowy oraz elementy wyposażenia. Szczęśliwie przetrwał neorenesansowy prospekt organowy wraz z instrumentem Op.148, zbudowany przez firmę należącą do Christiana Voelknera z Duninowa. Ponadstuletnie organy, które od dawna wymagały naprawy ostatnio zostały poddane renowacji w jednej ze szczecińskich pracowni. Część najbardziej zniszczonych elementów instrumentu, zwłaszcza tych wykonanych ze skóry i drewna wymieniono na nowe. Wiedzieli Państwo, że potężne piszczałki, które dominują w prospekcie są tylko atrapami? Cały instrument jest schowany w tzw. szafie organowej. Niedawno miałam okazję być na strychu kościoła i oglądać urządzenie, które oryginalnie sprowadzało sprzężone powietrze do piszczałek i sprawiało, że organy działały, czyli miech z tzw. kalikiem. Wielka drewniana skrzynia i skórzany worek od lat stoją na swoim miejscu, chociaż obecnie nie są używane. Dźwięki, które słyszycie Państwo wydobywające się podczas mszy wzmacnia nowe urządzenie, równie potężne jak tamto stare. 

Na strychu kościoła uwagę przykuwają drewniane belki stropowe. Ręcznie ciosane siekierą przez średniowiecznych rzemieślników, idealnie spasowane, od stuleci trzymają konstrukcję dachu. Zastanawiające są malutkie drewniane kołki powbijane gdzieniegdzie w otwory belek. Po co je tam umieszczono? Jaką pełniły funkcję? No i wyraźne ślady nadpalenia widoczne w podłodze poddasza. Ciekawe, co spowodowało pożar? 

Kilka lat temu emporze organowej przywrócono jej prawdopodobne, oryginalne kolory zgaszonej zieleni i szarości. Aż 6 warstw biało-kremowej farby trzeba było usunąć, żeby dotrzeć do drewna! Emporę przemalowano na biało zaraz po wojnie, kiedy w kościele miał się odbyć pierwszy polski ślub. Chciano zapewne zakryć niemieckie cytaty z Biblii widoczne w płycinach. Obecnie napisy są dobrze widoczne, wszystkie są fragmentami z Ewangelii św. Jana. Zauważyli Państwo, że ostatnia, czwarta płyta z tekstem została zmieniona podczas ostatniej renowacji? Stronę z oryginalnym, niemieckim fragmentem Apokalipsy odwrócono, a na pustej powierzchni gotykiem po polsku napisano cytat również z Ewangelii św. Jana. 

Sąsiednie Wołczkowo zostało założone przez szczecińskiego sołtysa Heinricha Barvota, który w 1285 r. podarował dochody z czterech włók ziemi na utrzymanie wikariatu w kościele Mariackim. We wsi zachował się czytelny plan rozległej owalnicy z ogromnym placem w centralnej części, kościołem wybudowanym na lekkim wzniesieniu terenu oraz domami i zagrodami stojącymi po obu stronach łukowato wygiętej ulicy. Oryginalnymi elementami świątyni założonej przez joannitów pod koniec XIII wieku są kamienne głazy oraz ostrołukowe blendy szczytu wschodniego z ekspresyjnym motywem wielkiego krzyża, na którego ramionach są widoczne mniejsze krzyże. Reszta otworów okiennych oraz ceglana wieża pochodzą z XIX-wiecznej przebudowy. Od 10 lat proboszczem w Wołczkowie jest ks. Marek Cześnin, Diecezjalny Konserwator Zabytków, dyrektor tworzonego Muzeum Archidiecezjalnego, pasjonat i wielki znawca sztuki na Pomorzu. Za jego kadencji udało się zmodernizować w kościele wszystko co było konieczne do zrobienia: osuszono mury i wymieniono tynki, położono nową posadzkę, poszycie na wieży zmieniono na miedziane, zamontowano ogrzewanie elektryczne (instalacja biegnie pod podłogą), pomalowano drewniany strop, położono granitową kostkę wokół świątyni. Zrewitalizowano oczywiście również prospekt organowy i emporę. Tu ciekawostka: organy są teraz oczywiście zasilane elektrycznie, ale oryginalny miech z kalikiem są w bardzo dobrym stanie i w razie konieczności mogą służyć jak dawniej. 

Przy okazji renowacji ambony pod podwójnym dnem odkryto srebrną cukiernicę, sztućce oraz książeczki oszczędnościowe niemieckich banków. Proboszcz próbował nawet odnaleźć spadkobierców tego „skarbu”, ale jak dotychczas bezskutecznie. 

Wiedzieli Państwo, że baldachim nad amboną nie jest oryginalny? Księdzu udało się znaleźć idealnie pasujący pośród wielu rzeźb i elementów rzeźbiarskich, które znajdują się na strychu kościoła, gdzie zostały zwiezione zapewne z innych diecezjalnych świątyń w czasie ostatniej wojny.

Na temat kościoła wołczkowskiego krążą plotki, sama kiedyś słyszałam!, jakoby ze świątyni wychodził tajemniczy tunel, niewiadomego przeznaczenia i pochodzenia. Niestety, muszę Państwa rozczarować: chodzi o zwykłą XIX-wieczną kotłownię, która jest pod prezbiterium. Po lewej stronie od ołtarza, tuż przy ścianie, w posadzce są klapy włazu do „tunelu”, a za ołtarzem znajduje się piec, który dawniej opalano drewnem. Ciepło rozchodziło się dwoma kanałami i wychodziło do wnętrza kościoła przez dwie dekoracyjne kratki umieszczone na stopniu w prezbiterium (tam, gdzie teraz leżą prostokątne fragmenty wykładziny dywanowej). Takie powietrzno-grawitacyjne systemy grzewcze na wzór rzymskiego hypocaustum były powszechne w kościołach w dawnych czasach. Pordzewiałe szczątki pieca jeszcze do niedawna leżały na swoim miejscu w kotłowni więc ta koncepcja jest z pewnością słuszna. Przykro mi:)

Wiedzą Państwo czego świadectwem są fragmenty kamiennych głazów odsłonięte na północnej ścianie wewnątrz świątyni? To ślady po zamurowanym potężnym portalu. W średniowiecznych kościołach tradycyjnie główne wejście znajdowało się właśnie w elewacji bocznej, nie tak jak obecnie, zachodniej. Pierwotnie budowla w Wołczkowie od strony zachodniej była zakończona murem zwieńczonym architektoniczną koronką i okrągłym otworem okiennym z witrażem. Obecnie te starsze elementy są schowane pod ścianami wieży. Co ciekawe dawniej dach świątyni również był bardziej stromy niż przez przebudową XIX-wieczną. 

A zauważyli Państwo pozostałość niewielkiej dekoracji malarskiej po lewej stronie portalu zachodniego? (pod emporą organową) To tzw. zacheuszek – jeden z 12, które zwyczajowo umieszczano w kościołach w miejscach namaszczenia świątyni przez biskupa podczas konsekracji. Pod nim była przymocowana lampka lub świecznik. Proszę zwrócić uwagę, są ślady na murze.

Proboszcz Marek nie ustaje w działaniach na rzecz kościoła w Wołczkowie. W najbliższych planach ma jeszcze montaż cyborium (rodzaj baldachimu) nad misą chrzcielną oraz powieszenie drewnianego krzyża, na wysokości trzeciej belki stropu. Będzie jeszcze piękniej!

Zostaw komentarz

Monika Kołacz - Kolasa

Monika Kołacz - Kolasa

Z wykształcenia historyk sztuki i filolog włoski. Pasjonatka dziejów Pomorza Zachodniego oraz książek Joanny Bator. Relaksuje się jazdą na rowerze i spacerami nad morzem. Mieszka w Bezrzeczu. Mama Uli i Anieli.