gminadobra.info

Zwyczaje wielkanocne na Pomorzu Zachodnim przed 1945 r.

Święta Wielkanocne w większości polskich domów obchodzi się w podobny sposób: w Wielką Sobotę przygotowywany jest koszyk z pisankami i pokarmami do święcenia, w niedzielę rano rodzina spotyka się przy stole, a w lany poniedziałek kultywuje się tradycję, mniej lub bardziej intensywnego, wzajemnego oblewania wodą (lub perfumami). Dla części społeczeństwa Wielki Post, a potem Wielki Tydzień są duchowymi i głębokimi przeżyciami, dla reszty bardziej liczą się dekoracje i wolne dni, który coraz częściej są wykorzystywane na wypoczynek poza domem. Zasadnicza różnica między sposobem świętowania w rodzinach polega na wyborze między białym barszczem a żurkiem i tym, gdzie ukrywamy przygotowane dla dzieci podarunki. A wiedzą Państwo jak ludzie, którzy mieszkali przed nami na Pomorzu, obchodzili Wielkanoc?

Do powszechnych zwyczajów należało przygotowywanie pisanek. Początkowo do farbowania jaj używano barwników naturalnych, do czego również i my w ostatnich latach coraz częściej wracamy: cebula dawała kolory od żółtego po brązowy, wschodzące żyto lub świeża trawa farbowały na zielono, liście cykorii – na czerwono, do barwienia na niebiesko używano farbki do prania. Następnie pisanki były chowane w ogródkach lub domach, a dzieci i dorośli bawili się w szukanie. Często schowki były tak dobrze przemyślane, że – jak podają przedwojenne źródła – jaja odnajdywano dopiero po wielu dniach po zapachu…Zdarzało się również, że pisanki chowano w żyrandolu lampy gazowej nad stołem, a kiedy zaszła potrzeba obniżenia jej, wypadało nieświeże jajko, brudząc ubranie domowników. Ustalił się także zwyczaj chowania jaj w lasach, w które przecież nasze tereny obfitują. Na powietrzu urządzano zawody toczenia pisanek po zboczach. Chodziło o to, aby jajko stoczyło się jak najdalej bez uszkodzenia. W razie wypadku zjadano je na miejscu. 

Do dekoracji domów dawni Pomorzanie używali bazi wielkanocnych, które zrywali w czasie spacerów po okolicy. Czasami gałęzie ozdabiali wydmuszkami z jajek.

Charakterystyczne dla świąt było bicie rózgami wiklinowymi wczesnym rankiem w Niedzielę Wielkanocną. Zwykle na wsiach dzieci chodziły od jednego domu do drugiego, zaglądając do sąsiadów. Dostawało się zwykle śpiochom, których zastano w łóżku. Budzenie ze snu oznaczało, że sen zimowy się skończył i pora wstawać.

W Wielkanoc zapalano ogniska. Robiono to zwykle na wzgórzach, ponieważ władze zakazywały rozniecania wielkiego ognia w obawie przed pożarem, a i nie wszędzie łatwo było o materiał do palenia. Pod koniec XIX wieku ognie wielkanocne (po niemiecku Osterfeuer) były już bardzo małe. W okresie przedwojennym ogniska palono najczęściej na boiskach sportowych, pod nadzorem straży pożarnej, aby zgodnie z tradycją, w płomieniach zadać śmierć słomianej kukle symbolizującej zimę.

Powszechnym zwyczajem był również ten, gdzie młode dziewczęta w całkowitym milczeniu miały przenieść pojemnik z czystą wodą czerpaną wprost ze źródła lub stawu do swojego domostwa. Miało im to zapewnić zachowanie urody. Zadanie nie było łatwe, gdyż chłopcy z sąsiedztwa wyskakiwali znienacka zza drzew i straszyli panny używając do tego czaszek końskich lub innych piszczeli. Dziewczęta uciekały z krzykiem, porzucając naczynia z wodą, a chłopcy zaśmiewali się do rozpuku. 

Święta Wielkiej Nocy dawniej, tak jak obecnie, nie mogły się obejść bez dobrego jedzenia. W Wielki Piątek obowiązywały potrawy z ryb, które w każdym domu przyrządzano w inny sposób, zgodnie z rodzinnymi tradycjami, kultywowanymi od pokoleń. Przepis stanowił tajemnicę, ale były to zwykle zupy rybne, ryba w galarecie lub w wysmakowanych sosach.

Do przygotowania „Sandacza po szczecińsku na włoszczyźnie z winem” potrzebują Państwo:

2 kg sprawionego i osuszonego sandacza
włoszczyznę
sok z jednej cytryny
100 g masła
1/2 litra białego wina
1 łyżkę musztardy
1 cebulę
1 łyżkę mąki
1 łyżeczkę białego pieprzu
kilka goździków
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej oraz sól do smaku
2 żółtka
200 ml śmietany
1 łyżkę natki pietruszki

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Rybę nacieramy przyprawami, skrapiamy sokiem z cytryny. Włoszczyznę drobno siekamy i przekładamy do wysmarowanej niewielką ilością masła brytfanny. Dorzucamy goździki, gałkę, podlewamy połową wina rozprowadzonego w 100 ml wody i przykrywany natłuszczonym pergaminem. Pieczemy przez ok. 1 godzinę, polewając od czasu do czasu wywarem spod ryby. Osobno przygotowujemy sos cebulowo – winny: pokrojoną w kostkę cebulę szklimy na maśle, dosypujemy mąkę, resztę wina i gotujemy na maleńkim ogniu przez ok. 5 minut. Następnie przecieramy przez sito i wywar łączymy z wywarem z włoszczyzny wraz z żółtkami rozprowadzonymi w śmietanie. Dodajemy resztę masła, doprawiamy solą oraz sokiem z cytryny i musztardą. 

W świąteczną niedzielę i poniedziałek serwowano wszelkiego rodzaju mięsiwa, najczęściej na zimno.

Ciekawe czy często przyrządzano „Policzki wieprzowe z jarmużem”? Do ich przygotowania potrzebne jest:

1 kg policzków wieprzowych
2 kg oczyszczonego i pozbawionego twardych części jarmużu
2 łyżki masła
1 łyżka mąki
sól i pieprz oraz cukier do smaku

Do 1 litra gotującej się wody wkładamy policzki wieprzowe. Gotujemy je ok. 45 minut na niewielkim ogniu. Po tym czasie dokładamy jarmuż i gotujemy powoli jeszcze około godziny. Odcedzamy wywar przez sito. Jarmuż siekamy, mięso kroimy w plastry. Masło roztapiamy w garnku, dodajemy mąkę i lekko rumienimy na ogniu. Zalewamy rosołem, dodajemy jarmuż oraz mięso i jeszcze razem dusimy ok. 10 minut.

Obowiązkowo na stołach pojawiały się też ciasta i, podobnie jak na Boże Narodzenie, pieczono sękacze. 

W XIX wieku Wielkanoc spędzano zwykle w domu, w późniejszych latach chętnie odbywano wycieczki po okolicy. Prawie 4 dni były wolne od pracy czy zajęć szkolnych, jeżdżono więc po całym Pomorzu. Młodzież chętnie sypiała w schroniskach lub u gospodarzy na wsi, którzy częstowali gości przysmakami wielkanocnymi, a ci odwdzięczali się pięknymi pieśniami. 

Jakie zwyczaje świąteczne kultywuje się w Państwa domach? Jakich potraw nie może zabraknąć na stołach? Spędzacie Państwo Wielkanoc z rodziną czy na wyjazdach? Podzielmy się naszymi zwyczajami! Zobaczymy czy bardzo różnią się one od siebie i czy powojenne Zachodniopomorskie wypracowało już własne tradycje. 

Spokojnych Świąt nam wszystkim!

Korzystałam z:

  • L. Turek – Kwiatkowska, Życie codzienne w Szczecinie w latach 1800 – 1939, Szczecin, 2000 r.
  • G. Zaremba – Szuba, Pomorska książka kucharska szczecińska, stargardzka, kołobrzeska, Szczecin, 2011 r.

Zostaw komentarz

Monika Kołacz - Kolasa

Monika Kołacz - Kolasa

Z wykształcenia historyk sztuki i filolog włoski. Pasjonatka dziejów Pomorza Zachodniego oraz książek Joanny Bator. Relaksuje się jazdą na rowerze i spacerami nad morzem. Mieszka w Bezrzeczu. Mama Uli i Anieli.

Reklama